Zapisz się do newslettera

Email marketing powered by FreshMail
NEWSLETTER
kot u weterynarza

Idealny weterynarz z wadami

Ciężko znaleźć dobrego weterynarza, bo dopóki nasz zwierzak jest zdrowy, każdy jest dobry, jednak kiedy zaczyna chorować, zaczynają się schody. Jacy są weterynarze? Różni.

*Są tacy, którzy nie wiedzą co zwierzakowi dolega i się do tego nie przyznają. Chcą jednak koniecznie leczyć na własną ręke, bez konsultacji ze specjalistami w danej dziedzinie, więc dają mu w najlepszym przypadku antybiotyk, bo dzięki niemu stan zwierzaka najprawdopodobniej się poprawi, przynajmniej chwilowo, co da właścicielowi przeczucie, że zostały dobrane właściwe leki do schorzenia jego zwierzaka.

*Są tacy, którzy wiedzą, że zwierzę się męczy i jego szanse na wyzdrowienie są zerowe, ale leczą wszystkim czym się da, bo można na tym jeszcze zarobić. Pamiętajmy, że leczenie w beznadziejnym przypadku, tylko po to, żeby przedłużyć mu życie o kilka dni, może być uzasadnione jedynie, kiedy zwierzę nie cierpi.

*Są weterynarze starsi, a czasem też młodsi, którzy się już wypalili, uważają, że już wszystko wiedzą, więc się nie dokształacają i nie zwracają uwagi na najnowsze odkrycia w weterynarii.

*Są tacy, którzy zostali weterynarzami, bo jest to rodzinna tradycja albo bo da sie dobrze zarobić, ale zwierząt wcale nie lubią.

*Są bardzo młodzi, którzy skończyli studia, gdzie praktyka nie jest stosowana i nie potrafią nawet wyczyścić psu uszu.

*Są tacy, którzy pozjadali wszystkie rozumy i traktują klienta jako zło konieczne. Pojawia się wzdychanie i przewracają oczami, kiedy im mówisz, co Ty zaobserwowałeś niepokojącego u swojego pupila. Mówisz im jedno, a oni robią zupełnie coś innego, bo znają się lepiej, w końcu co Ty możesz wiedzieć, Ty, który masz swoje zwierzę w domu i znasz je najlepiej, obserwujesz je cały czas i Twój wewnętrzny głos Ci mówi, że coś złego się dzieje z pupilem.

*Są tacy, którzy deklarują dyżur całodobowy, a kiedy przyjeżdżasz do nich ze zwierzakiem, który umiera Ci na rękach, nie otwierają drzwi. Tracisz cenny czas, bo każda sekunda się wówczas liczy.

*Są tacy, którzy leczą po swojemu wymyślonymi przez samych siebie metodami.

*Sa tacy, którzy usypiają dla pieniędzy zdrowe zwierzęta.

*Są tacy, którzy dla znajomości, posady, pieniędzy kryją niewyobrażalne zło w schroniskach, fundacjach, organizacjach.

*Większość jest takich, że nasze zwierzę na sam ich widok jest sparaliżowane ze strachu. Nie mają podejścia do zwierzaka, nie znają podstawowych zasad obejścia się z pupilem tak, żeby czuł się komfortowo (naprawdę wystarczy znać tylko kilka zasad). Uwierzcie mi, że wizyta u weterynarza może być dla waszego pupila czymś naturalnym, a strach nie jest spowodowany strzykawką tylko człowiekiem, który jej używa.

*Są tacy, którzy zamiast Ciebie i Twojego psa widzą $$$$$ .

*Są tacy, którzy się boją psów.

*Są tacy, którzy mieszają sól z wodą i sprzedają swoim klientom mówiąc, że to amerykański specyfik za setki złotych.

Skąd wiem, że tacy weterynarze istnieją? Bo z każdym z nich się spotkałam. Jeśli w swoim życiu korzystasz z jednego weterynarza, najprawdopodobniej nie wiesz, że może być inaczej, … lepiej, ale na szczęście są też tacy, którzy zwierzęta kochają i są idealnymi wetrynarzami z wadami.

Mój idelany weterynarz wcale nie jest bez wad i wcale wszystkiego nie wie, jest tylko i aż człowiekiem. Razem ze mną się martwi jak moje zwierzę choruje, razem ze mną o niego walczy dopóki jest szansa na jego wyzdrowienie i razem ze mną się cieszy jak udało się znaleźć prawdziwą przyczynę choroby, a jeszcze bardziej, kiedy udało się je wyleczyć. Mój weterynarz widział mnie bez makijażu w środku nocy i o 5.00 rano słyszał mój placz przez słuchawkę, widział zalaną mnie łzami i przeszczęśliwą. Leczył dzielnie jak lew, mimo że jeden z podpoiecznych chciał go połknąć w całości. Pracuje w swoim fachu od niedawna, ale już bardzo wiele wie, ciągle się dokształca, dużo czyta, sam robi badania, a wyniki są gotowe już po godzinie. Ale też dużo nie wie i wtedy się do tego przyznaje i wysyła wyniki badań do specjalistów, konsultuje przypadek z innymi weterynarzami i wspólnie z nimi szuka najlepszych rozwiązań. Decyzje podejmujemy zawsze wspólnie albo przynajmniej daje mi takie uczucie, że tak jest. Mój weterynarz słucha naprawdę tego, co mówię, wie, że mam trochę doświadczenia w jednych sprawach, a w zupełnie innych jestem kompletnie zielona, pomaga wszystko zrozumieć i dokładnie tłumaczy. Wiem, że czasem poleca akurat takie produkty, które ma w lecznicy 😉 bo z tego w końcu żyje, ale nigdy na szkodę zwierzakowi i nie niepotrzebnie, a kiedy odmawiam nie obraża się, nie patrzy spod byka, nie zmienia sposobu w jaki na nas patrzy, słucha i leczy. Wiem, że zawsze mogę do niego zadzwonić i nigdy nie da mi odczuć, że niepotrzebnie dzwonię i zajmuje mu czas. Nie każdy weterynarz może sobie na to pozwolić, bo ma dużo zajęć, rozumiem, ale trzeba też pozostać człowiekiem i dla zwierzaka i dla jego wlaściciela, bo obydwoje mają uczucia, ufają mu i pokładają w niego nadzieję, w jednych z najcięższych dla nich chwil w życiu. Takiego weterynarza życzę każdemu.


Tym wpsiem chciałabym podziękować za leczenie w ostatnich 3 latach Magnusa, Rokiego, Simona, Keksa, Tajgi i Hery naszemu weterynarzowi Marcinowi Gawłowi z Archivet we Wrocławiu .

Zobacz także:

  • ja nie mogłam znaleźć dobrego wet, bo każdy ręce umywał i ci się stało ? kotka mi zdechła :/ żaden nie chciał podjąć się operacji

Ładowanie

Subscribe to our newsletter

Email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Zapisz się do Newsletter\'a

Email marketing powered by FreshMail
 

Zapisz się do newslettera

Email marketing powered by FreshMail