[FM_form id="8"]
NEWSLETTER
kot u weterynarza

Idealny weterynarz z wadami

Ciężko znaleźć dobrego weterynarza, bo dopóki nasz zwierzak jest zdrowy, każdy jest dobry, jednak kiedy zaczyna chorować, zaczynają się schody. Jacy są weterynarze? Różni.

*Są tacy, którzy nie wiedzą co zwierzakowi dolega i się do tego nie przyznają. Chcą jednak koniecznie leczyć na własną ręke, bez konsultacji ze specjalistami w danej dziedzinie, więc dają mu w najlepszym przypadku antybiotyk, bo dzięki niemu stan zwierzaka najprawdopodobniej się poprawi, przynajmniej chwilowo, co da właścicielowi przeczucie, że zostały dobrane właściwe leki do schorzenia jego zwierzaka.

*Są tacy, którzy wiedzą, że zwierzę się męczy i jego szanse na wyzdrowienie są zerowe, ale leczą wszystkim czym się da, bo można na tym jeszcze zarobić. Pamiętajmy, że leczenie w beznadziejnym przypadku, tylko po to, żeby przedłużyć mu życie o kilka dni, może być uzasadnione jedynie, kiedy zwierzę nie cierpi.

*Są weterynarze starsi, a czasem też młodsi, którzy się już wypalili, uważają, że już wszystko wiedzą, więc się nie dokształacają i nie zwracają uwagi na najnowsze odkrycia w weterynarii.

*Są tacy, którzy zostali weterynarzami, bo jest to rodzinna tradycja albo bo da sie dobrze zarobić, ale zwierząt wcale nie lubią.

*Są bardzo młodzi, którzy skończyli studia, gdzie praktyka nie jest stosowana i nie potrafią nawet wyczyścić psu uszu.

*Są tacy, którzy pozjadali wszystkie rozumy i traktują klienta jako zło konieczne. Pojawia się wzdychanie i przewracają oczami, kiedy im mówisz, co Ty zaobserwowałeś niepokojącego u swojego pupila. Mówisz im jedno, a oni robią zupełnie coś innego, bo znają się lepiej, w końcu co Ty możesz wiedzieć, Ty, który masz swoje zwierzę w domu i znasz je najlepiej, obserwujesz je cały czas i Twój wewnętrzny głos Ci mówi, że coś złego się dzieje z pupilem.

*Są tacy, którzy deklarują dyżur całodobowy, a kiedy przyjeżdżasz do nich ze zwierzakiem, który umiera Ci na rękach, nie otwierają drzwi. Tracisz cenny czas, bo każda sekunda się wówczas liczy.

*Są tacy, którzy leczą po swojemu wymyślonymi przez samych siebie metodami.

*Sa tacy, którzy usypiają dla pieniędzy zdrowe zwierzęta.

*Są tacy, którzy dla znajomości, posady, pieniędzy kryją niewyobrażalne zło w schroniskach, fundacjach, organizacjach.

*Większość jest takich, że nasze zwierzę na sam ich widok jest sparaliżowane ze strachu. Nie mają podejścia do zwierzaka, nie znają podstawowych zasad obejścia się z pupilem tak, żeby czuł się komfortowo (naprawdę wystarczy znać tylko kilka zasad). Uwierzcie mi, że wizyta u weterynarza może być dla waszego pupila czymś naturalnym, a strach nie jest spowodowany strzykawką tylko człowiekiem, który jej używa.

*Są tacy, którzy zamiast Ciebie i Twojego psa widzą $$$$$ .

*Są tacy, którzy się boją psów.

*Są tacy, którzy mieszają sól z wodą i sprzedają swoim klientom mówiąc, że to amerykański specyfik za setki złotych.

Skąd wiem, że tacy weterynarze istnieją? Bo z każdym z nich się spotkałam. Jeśli w swoim życiu korzystasz z jednego weterynarza, najprawdopodobniej nie wiesz, że może być inaczej, … lepiej, ale na szczęście są też tacy, którzy zwierzęta kochają i są idealnymi wetrynarzami z wadami.

Mój idelany weterynarz wcale nie jest bez wad i wcale wszystkiego nie wie, jest tylko i aż człowiekiem. Razem ze mną się martwi jak moje zwierzę choruje, razem ze mną o niego walczy dopóki jest szansa na jego wyzdrowienie i razem ze mną się cieszy jak udało się znaleźć prawdziwą przyczynę choroby, a jeszcze bardziej, kiedy udało się je wyleczyć. Mój weterynarz widział mnie bez makijażu w środku nocy i o 5.00 rano słyszał mój placz przez słuchawkę, widział zalaną mnie łzami i przeszczęśliwą. Leczył dzielnie jak lew, mimo że jeden z podpoiecznych chciał go połknąć w całości. Pracuje w swoim fachu od niedawna, ale już bardzo wiele wie, ciągle się dokształca, dużo czyta, sam robi badania, a wyniki są gotowe już po godzinie. Ale też dużo nie wie i wtedy się do tego przyznaje i wysyła wyniki badań do specjalistów, konsultuje przypadek z innymi weterynarzami i wspólnie z nimi szuka najlepszych rozwiązań. Decyzje podejmujemy zawsze wspólnie albo przynajmniej daje mi takie uczucie, że tak jest. Mój weterynarz słucha naprawdę tego, co mówię, wie, że mam trochę doświadczenia w jednych sprawach, a w zupełnie innych jestem kompletnie zielona, pomaga wszystko zrozumieć i dokładnie tłumaczy. Wiem, że czasem poleca akurat takie produkty, które ma w lecznicy 😉 bo z tego w końcu żyje, ale nigdy na szkodę zwierzakowi i nie niepotrzebnie, a kiedy odmawiam nie obraża się, nie patrzy spod byka, nie zmienia sposobu w jaki na nas patrzy, słucha i leczy. Wiem, że zawsze mogę do niego zadzwonić i nigdy nie da mi odczuć, że niepotrzebnie dzwonię i zajmuje mu czas. Nie każdy weterynarz może sobie na to pozwolić, bo ma dużo zajęć, rozumiem, ale trzeba też pozostać człowiekiem i dla zwierzaka i dla jego wlaściciela, bo obydwoje mają uczucia, ufają mu i pokładają w niego nadzieję, w jednych z najcięższych dla nich chwil w życiu. Takiego weterynarza życzę każdemu.


Tym wpsiem chciałabym podziękować za leczenie w ostatnich 3 latach Magnusa, Rokiego, Simona, Keksa, Tajgi i Hery naszemu weterynarzowi Marcinowi Gawłowi z Archivet we Wrocławiu .

Zobacz także:

  • ja nie mogłam znaleźć dobrego wet, bo każdy ręce umywał i ci się stało ? kotka mi zdechła :/ żaden nie chciał podjąć się operacji

Ładowanie